O rany… P R Z E P R A S Z A M ! ! ! !

Naprawdę…NajMocniej Was wszystkich przepraszam, że tyle czasu nic a nic nie pisałam ! Jedyne, czym mogłabym się usprawiedliwić to… nie tyle,że brak czasu czy też spraw godnych opisania,bo co to to nie…ale raczej.. ‚problemy’ z internetem(o ile tak to mogę ując/nazwać ;-)  )

Jest taka jedna sprawa, którą Wam…nie tylko chcę opisać, ale wręcz..muszę( ^^ ) opisać :] No to zaczynam(y) :

24.03 (akurat to dokładnie pamiętam..), a więc w poniedziałek, miałam się stawić w szpitalu, a dokładniej w KAJETANACH(to jest „Międzynarodowy Instytut Patologii Słuchu”…czy jakoś tak :P ), bo w końcu,po…jakiś 4 latach, zadzwonili,że..założą mi aparat(słuchowy, ma się rozumieć ;) )
Wiecie – ja miałam wypadek, po którym lekarze…musieli  mi „założyć” taką….zastawkę(dwukomorową , że się pochwalę, iż wiem :P ) – to jest taki ‘bąbelek’….na głowie(choć nie tylko tam ;] ), od którego odchodzi dren(taka rureczka)..i najciekawsze w tym wszystkim jest to – po to o tym mówię – że ta rurka idzie tuż zaraz za….PRAWYM – a na to ucho jestem teraz głucha – uchem…Z początku i ja, i mama…no dobra, babcia też :P….bałyśmy się, czy to nie będzie przeszkadzać :/
Nieco wcześniej byłam u kilku – bądź nawet i kilkunastu – lekarzy, a u jednego z nich to właśnie specjalnie po to,by sprawdził i ocenił, czy ta zastawka (ten dren) nie będzie przeszkadzać…Jego odpowiedź była przecząca…..”OK, super” – pomyślałyśmy z mamą, babcią .
W podobnym celu „odwiedziłam” jeszcze kilku innych lekarzy, za każdą wizytą mama – która ze mną do tych lekarzy jeździła – mówiła,wyraźnie podkreślała,że ja mam tą zastawkę, następnie pytając,czy ona aby na pewno „nie wadzi”  .. Jak myślicie, jakie były odpowiedzi ?
„Nie,nie – wszystko będzie OK” ….. Jaasne… To całe happy,uśmiechnięte i optymistycznie nastawione, odstawiłyśmy mnie do szpitala J
Tak to,pojechałyśmy tam do tego Instytutu, ale zanim się tam „położyłam”, musiałam „przejść”(odbyć)badania ‘wstępne’ – już ta pierwsza „kontrolna” wizyta nas(mnie,mamę) z lekka zdenerwowała…Gdyż pani Laryngolog zrobiła WIELKIE oczy, jak usłyszała, że przyszłam do nich na operację założenia mi aparatu „Baha”(to taki aparacik, który polega na tym,że wpierw Ci wiercą dziurę w głowie, przyczepiają taką kosteczkę-na jakiejś tam kości-następnie „zakręcają”zrobioną dziurę, na zewnątrz głowy przyczepiają Ci jakiś tam elemencik, to przewodzi dźwięk i lepiej się słyszy ^^)….ale ok – skierowała mnie na oddział.
Tak więc…w poniedziałek mnie na operacje nie wzięli..przeleżałam więc sobie spokojnie poniedziałeczek, gdyż dowiedziałam się,że we wtorek mają mnie „zabrać” na operacje J

Ale cóż – przed taką operacją, to często dają Ci taką kroplówkę…a mi – tym razem – nie dali..”Może nie potrzeba?” – pomyślałam….czekam…z utęsknieniem…..czekam,czekam…aż w końcu przyszła po mnie pielęgniarka., co prawda zdziwiła się,że mi kroplówki nie dano,ale..zaprowadziła mnie na blok operacyjny. Siedzę tam(w takiej poczekalni) i czekam na p. doktora Mrówkę, który miał mnie operować J
Przyszedł, postanowił mnie obejrzeć(bo tak przed operacją miało być – zapomniałam o tym wspomnieć..) i … to był ‘początek końca’ moich marzeń o tym aparacie L Pan doktor stwierdził, że ta rurka idzie yak, że jest w każdym miejscu, gdzie on by się mógł mi „wbić”…powiedział też..: „ wie pani(do mojej mamy, która przy tym była), nawet jakby mi się udało dokonać cudu i ominąc jakoś ten dren, to istnieje niebezpieczeństwo, za które ja już odpowiedzialności brać nie chce,że dojdzie do zakażenia tej zastawki, a w rezultacie to i do zapalenia opon mózgowych!”….. Tak więc on udał się do swojego gabinetu, a ja n salę ubrać się jakoś, spakować i mogłam wychodzić…..
Nawet sobie nie wyobrażacie, jaka ja wściekła byłam !! Tyle czasu,tyle wizyt-badań….i wszyscy zgodnie olewali fakt, iż mam tą rureczkę, mówiąc, że mogę mieć tego typu aparat….Wrrrrrrr….!!!!!!!!!!!

 

WIĘCEJ