…wYsTaRcZy TeJ cIsZy… ;)

Hej, hej – zarówno tym „regularnie tu zaglądającym”, jak i tym „świeżym / okazyjnym czytelnikom”  ;-)

Wiecie ? Nie powiem, przyznam się tak bez bicia, już – i to chyba nie raz – byłoby o czym napisać, ale… czas…a raczej jego BRAK. Zrozumcie..a przynajmniej spróbujcie  :] ( Ja w Was wierzę – ciutek się wysilić i się uda ^^ )

Wiecie, mój świat..moje życie…ojj…tak, nie stoi w miejscu, jakby „kręci się”, zmienia…bez ustanku :] Wiecie, ja i bym Wam na bieżąco zdawała relacje, ale… jakoś tak czasu mi brak…no jakoś wszystko jest nie tak !!

(Jeeejciu, nawet nie czuję, jak ja rymuję ^^  Tylko żeby mi nie było – to nie był zamierzony ruch !! )

 

Wiecie, mogłabym Wam się – nieco – rozpisać na temat…własnych studiów, ale… jakoś tak nie przypuszczam, aby spotkało to się z Waszą wielką aprobatą…(o ile to dobre słowo ;p ) ………….
……
Ahaś, mam ^^ Wiem, to może wydać się takim…błahym / próżnym tematem, ale.. jakoś nic innego – co się ostatnio w moim życiu wydarza – mi do glowy nie przychodzi :-]

Wiecie, jestem obecnie…..(niemalże „zagorzałą” ^^) SINGIELKĄ…. Nie,nie, oczywiście nie mogę stwierdzić, że w życiu nie zaznałam….”miłości” (a przynajmniej uczucia na jej wzór/podobieństwo :] ), bo i, owszem, takie…”miłostki”…(szkolne)…się i miewało, a i chłopaka(-ów) posiadało :] Jednak…takiego….(„prawdziwego”) faceta to ja….. w życiu – czy tym „przed” czy też „po” -wypadkowym – NIE MIAŁAM….

…i nie powiem, bym się…..z tym jakoś rewelacyjnie czuła……bo i co to to – na pewno – NIE… :]
Ale…nieee, nie – nie przepłakuję każdej nocki, nie rozpaczam po kątach….daaajcie spokój:-)

Ahh, przypomniał mi się – właśnie – mój…kolejny (że tak to nazwę/ujmę) „wyczyn” …^^
Wiecie, dwa razy = 2 dni pod rząd…przewróciłam się na schodach ^^ Jeednaakk…haha :p W każdy dzień I N A C Z E J ^^ : Jednego dnia – wchodząc na te schody (na dwóch pierwszych – od dołu licząc), a kolejnego dzionka – schodząc (sprawa ‚rozegrała się’ na dwóch pierwszych – od góry licząc) ^^
Nie powiem, ukrywać nie widzę sensu – za tym pierwszym razem…obiłam – i to baaardzo poważnie – sobie (szczególnie)jedną(prawą) nogę, a tak dokładniej to łydkę <’przednią’ jej część>….i to jakoś tam idzie przeżyć …. za to tego drugiego dnia (w środę) sytuacja miała miejsce rano….gdy idąc w SAMYCH SKARPETKACH(no nie pomyślałam, że iść w nich po schodach to b.niebezpieczne wyzwanie)najnormalniej w świecie…o ile tak to można ująć….się…ześlizgnęłam ze schodów…upadłam naty…pupcię (a przy tym i ‚poszkodowałam’ plecy)….no i ten mój wyczyn…zakończył się wpierw popołudniem (od tej 13 do mniej więcej 18:30) w szpitalu= oczekiwaniu na chirurga…..ten skierował na prześwietlenie..obejrzał je, wypisał mi skierowanie do  kolejnego szpitala (zapisując na tymże skierowaniu ‚prawdopodobne złamanie kości krzyżowej’), tym razem na wizytę
u ortopedy….(w tymże szpitalu a i owszem, chirurgia była, ale ortopedii – BRAK..)a ten dał skierowanie (cóż, czytajcie między wierszami „do następnego szpitaka”^^) na tomografię…..<daleka=długa droga, no nie??^^>
Spokojnie, spokojnie – na tym się moje „bieganie po szpitalach” zakończyło…..O ile żadnego >podzdarzenia< nie pominęłam ^^Także widzicie – podziało się u mnie….no
w końcu co ??

„WESOŁE JEST ŻYCIE KAROLKA…HA-HA” ^^

WIĘCEJ