… =(( …… =[

Witajcie..

Tak….naprawdę, z tej jednej – no może i dwóch – strony narzekać NIE mam prawa, fakt :]
Jednak… jak powszechnie wiadomo, każdy kij ma dwa końce (no dobra, wnioskować byście mogli, że ten „mój” ma ich conajmniej ze 3 :-P )

Mimo tych – pewnych – nieścisłości, chciałabym Wam teraz przedstawić te  „końce” owego kija ;-)

 

Koniec No 1 : pozytywny –> kwestia mojego stanu zdrowia jest…naprawdę dobra :) Mogę Wam nawet powiedzieć  „w tajemnicy”, że … od wtorku noszę NOWE okulary ^^ No i z tym wiąże się jeden „malutki” >podtemat< :-) A mianowicie…. oj, zacznę od początku (bez którego i tak byście mi nie załapali mojej radości;p)
Uwaga, zaczynam :)

W centrum handlowym, do którego – najczęściej – chodzimy z rodzicami (no i siostra też zabierana tam jest jak coś ;-) ) na zakupy  (tj. Auchan), jest taki..optyk. W sumie często ja tam chodzę „wymyć okulary” ;-) I tym samym, ponieważ ja się po wypadku stałam straszną gadułą, zarówno ja, jak i Ci tamtejsi pracownicy, się poznaliśmy :] No wiecie…jak oni mi te okulary myją, to ja zawsze coś tam z imi pogadam ;)
Jednak..chciałam Wam nadmienić, że tam pracuje..taki jeden Pan….Pan Sebastian ^^  (tzn ja tak Go nazywam, „Pan Sebastian”, ale On…wiekowo jest chyba do mnie „zbliżony” ;) ) Akurat……Jego to ja polubiłam – i lubię – „stamtąd” najbardziej :) To jest tak pozystywnie nastawiony do życia człowiek, że za każdym razem, gdy przychodzę do Oszozloma(Auchana;p), mając zły humor to idę do tego punktu – szczególnie, jeżeli „Pan Sebastian” akurat jest ;) – i co ?? Zarówno On sam, jak i , tak naprawdę, cały tamtejszy personel, momentalnie poprawiają / naprawiają mi humor :)) Nie jestem w stanie, nie potrafię tego wyjaśnić / wytłumaczyć, ale tak jest i kropka =]

Ok, znacie już nieco „wstęp”, to teraz zrozumiecie…skąd u mnie taka radość, kiedy przyszłam tam z tydzień temu – po wizycie u okulisty, z receptą na nowe „oczy” – ii… kto mnie „obsługiwał” (>pomagał< z wyborem nowych okularów = oprawek i szkieł) ?? Taaak, właśnie Pan Sebastian we własnej osobie :))
Sympatycznie było, dobrał mi – na serio – fajne oprawki, a i przy okazji się pośmialiśmy, pożartowaliśmy… i skończyło się na tym, że… po powrocie do domu…uznałam,że…co prawda nie jest = nie czuję tego samego, co zawsze (do tej pory), kiedy to stwierdzałam, iż zabujałam się w jakimś chłopaku, ale….No bądź co bądź…Strrrasznie mi imponuje ten facet ;)  Ale cicho ;-)

 

Koniec kija No 2: zdecydowałam, że będzie neutralny –> Szkoła, tzn STUDIA – nie idzie mi, raczej, najgorzej ;)

 

Koniec No 3: (no cóż, dla równowagi ten będzie negatywny –> uhh :(( Od pewnego czasu….moje zdrowie psychiczne… tzw. „sfera uczuciowa”…. <NO COMMENTS> =( Doszłam do wniosku, że….. nikt mnie NIE potrzebuje…NIE KOCHA….jestem….nikomu niepotrzebna, wadzę…niszczę i psuję tylko wszystko……Naprawdę….Czy ja tak wiele wymagam: „trochę”(no bo i mnie samej tak dużo znów nie ma ;) ) miłości..uczucia…czułości, zrozumienia…oddania…(no i – w pewnym sensie – poświęcenia..) ??

…Marcin – D Z I Ę K U J Ę :*

Cześć, nie oczekuję jakiegokolwiek komentarza pod tą notką, ja ją piszę wyłącznie w celu.. podzielenia się z Wami….szczęściem, którego wczoraj doświadczyłam ^^
Wczoraj wieczorkiem, jakoś tak przed 20.00 (chociaż to jest akurat mało istotne…tak w gruncie rzeczy ;) )…zadzwoniła do mnie pewna osoba…..”Ktoś”, z kim zakumplowałam się na swoich poprzednich studiach – na UW – i wtedy to („jeszcze”) utrzymywałam z „tym kimś” kontakt na bieżąco…ale w momencie, gdy zmieniłam uczelnię – owszem, z początku jeszcze jakoś nasza znajomość się „rozwijała”, ale…z opływem czasu…te kontakty coś zaczęły słabnąć….
A tu co ??
Dzwoni do mnie telefon, odbieram i slyszę….MARCINA – raaajciu, ale sie ucieszyłam :) Wiecie – jak się poznaliśmy na tym całym UW, to i ze mną rozmawiał, pokazywał się w mojej obecności, psychicznie starał się mnie wspierać…nawet ze mną na Juwenalia poszedł… =] Taki….prawdziwy kumpel..przyjaciel ;) ! :*

Tym większe i milsze yło moje zaskoczenie, że..no przecież ja się już dłuuuuższy czas do Niego nie odzywałam, ale On o mnie pamiętał :) Zadzwonil, by podzielić się swoim sukcesem ^^ PRAWDZIWY przyjaciel, no nie ?? ^^

Bo i wiecie…moi… „starzy” – sprzed wypadku – „przyjaciele”…to >jakoś< o mnie…(chyba) zapomnieli….Ci „przyjaciele” to…a i owszem – jak ja się odezwę, to i czemu by nie pogadać ze mną, ale…tak sami z siebie to….. (choć i nie tyczy się to wszystich moich „poprzednich znajomych” w 100%…..chyba)

Ale…

M A R C I N ! ! ! ! ! ! ! D Z I Ę K U J Ę   CI   Z   C A A A A A Ł E G O  SERDUCHA :* (i raz jeszcze – G R A T U L U J Ę ;*)

..Brak mi pomysłu, o czym by Wam tu napisać,toteż…. pochwalę się ^^ (a jak =D)

Cześć, cześć :)

Właśnie od..jakiegoś tygodnia….mam wakacje ^^ I to wcale nie byle-jakie ;p Zasłużone (mi się wydaje ;] )

 

Ale od początku (nie,nie – tm razem wcale nie świata ;p)

Ostatnimi czasy – jak co poniektórzy mogli to „odczuć”..spoooro…nie,nie, WCALE NIE (!) -   = w odpowiednich proporcjach się  egzaminacyjna trwała :)uczyłam, bo i… sesja trwała, no i….ukrywać zamiaru nie mam – jakoś baardzo łatwo to mi jaakoś no..nie było, ale…cóż, nauka się- bądź co bądź przydała :] Efektem tejże „pracy” jest średnia….4,83 ^^
Jednak….NAJFAJNIEJSZĄ oceną, jaką dostałam, jest…ocena, jaką dostałam „wspólnie” – każda z naszej grupy uzyskała taką samą :) – z dziewczynai : 5,5 …. ale nie sama w sobie ocena jest(była szczególnie wtedy!!) najważniejsza – najistotniejsze były słowa wykładowcy, który pochwalił naszą (‚kolejną’ – zawsze na zajęciach byłyśmy w takim składzie) pracę, mówiąc, iż nasze prace są fantastyczne – za każdym jednym razem i dodał, że…gdyby tylko mógł, to wystawiłby nam po 6,0 ^^ No ale..na studiach takich ocen nie ma, toteż..wstawił każdej po 5,5   :-)

Cóż jeszcze….gmmm….aaaach, wiem – przypomniałam sobie :-)

Sytuacja stała się – naprawdę nieco – skomplikowana: na 17.06 i 18.06 (piątek i sobotę) trzeba było się pouczyć do 3 przedmiotów (!), no to…poświęciłam temu  tyszień / 8 dni. Powiedziane również zostało, iż tego 18.06, jakoś rano – ok. 8.30 – będzie można próbować zaliczać „Procesy Motywacyjne” (i w tym miejscu chciałabym GORRRĄCO pozdrowić p. Beatę ;* ) na 5…
Ponieważ miałam pewność posiadania z tego przedmiotu 4, wolałam pouczyćsię tych 3 pozostałych „rzeczy” – wiecie, myślałam sobie tak: „Hmm, 4 to nie jest jakaś zła ocena, a z tych trzech przedmiotów nie chce pozaliczać na 3, o ile w ogóle mi się uda…w końcu tyyyyyle tego materiału..„, toteż – dzielnie=] – uczyłam się (przyswajałam materiał) do tych „obowiązkowych” rzeczy…(to były – chyba;p – ZK,ZZL i przedmiot – nie pamiętam już teraz nazwy;p – z babką, która uczyła nas na licencjacie statystyki i pokazałą mi,że mnie nie lubi = mi ta statystyka nie szła.. Jednak serrdecznie Panią doktor pozdrawiam ;)

A tutaj…okazało się – i NA SZCZĘŚCIE spełnił się mój sen (proroczy??^^) – iż egzaminu jako takiego nie było, Ona przyszła w baaardzo dobrym humorze i oświadczyła,że…..jednej,drugiej – tu  czytała nazwiskai – proponuje 4, a jeśli się z tą oceną nie zgadzają – mogą pisać egzamin.. Tak wymienia, wymienia, a ja sobie pomyślałam, że ja to pewnie 3 dostanę…ze względu na „stare czasy”…(choć i nie powiem – tym razem odsamiutkiego początku szło mi dobrze :) )….Doszła w końcu do „Karolina Ku..<i tu jakoś przekręciła>” , ja Ją poprawiłam, a następnie usłyszałam,że propozycja oceny dla mnie to… 4….. :)) Ucieszyłam się, a i owszem – jednak nie będę kryła,że i się zastanawiałam, czy by i nie pisać….ale DZIĘKI BOGU nie robiłam tego :)   (A i dobrze, bo – z tego, co się dowiedziałam:jakie były pytania- to bym o=może i 2 ostatecznie uzyskała….=] )

Dalsze przedmioty – ZK (Zarządzanie Kompetencjami) i ZZL ( Zarządzanie Zasobami Ludzkimi) również i poszły super… z ZK – 5 i 5, a z tego ZZLu – 5 i 4 :)
(Dwie oceny, bo jedna z Ćwiczeń, a jedna z Wykładu ;p)

Wróćmy jednak do tych motywacji :],
W piątek, po rozmowie z Albertem (pozdrawiam Go serdecznie :*), doszłam do wniosku, że może jednak coś tam do tych Motywacji przyswoję(no choć 1 raz sobie prezentacje przeczytam..

Ale wiecie – W so, przysiadłam do tej prezentacji, poczytałam….ito kilka – ze 2/3 – razybotę, 18.06. miało być „odpytywanie” z ZZLu i tego ZK….toteż popowtarzałam je sobie, poszłam się umyć i… jakoś tak o – mniej więcej – 24.15 (albo i 24.17) – przysiadłam do tej prezentacji (Z Motywacji), poczytałam ją – ze 2/3 razy =- co prawda nie mogłam na głos (wszyscy u mnie w domu spali..), no ale ;)

Wreszcie (yeah^^) poszłam spać, pojechałam do tej szkoły na tą 8.30 (oj, dobra – byłam jakoś o 8.20 ;p ) i…. cała zestresowana czekałam, aż „przyjdzie moja kolej”. Doczekała się, weszłam na salę, odpowiedziałam i….co ?? :-) I wyszłam z ocenami: 5 i 5- :-D

Dacie wiarę ?? JA – mająca ogólne problemy z pamięcią.. – dała radę poduczyć się 15 minut po północy (tegoż samego dnia ;p) i…zdobyć 5 ^^

Dzień – mojej – Wielkiej Próby ;)

Nie napisałam tego wczoraj, bo i miałam wątpliwości wątpliwości, czy aby powinnam / ma o czym. Jednak dziś „kwestię” przemyślałam i zdecydowałam się pochwalić^^)

      W ten poniedziałek, 15.05.(br. ;p), był..Wielki Dzień Próby :-) MÓJ Wielki Dzień ^^

Wybrałam się w dłuższą trasę ( Sadyba – Piaseczno) autobusem. S A M A !!! :-)    Wiecie, już jakieś 10 lat nie ‚robiłam’ nic takiego – jak już w ogóle autobusem, to zawsze z „eskortą” (tam babcią / siostrą / jakimś znajomym) Zrozumcie, dla Was to może żaden wyczyn, ale dla mnie – a i OWSZEM :-D
Wiecie, ta podróż wymagała zmiany autobusów, przechodzenia po jezdni….yeaah, a moja..rodzicielka się – BEZ jakiegoś wahania – zgodziła, bym spróbowała sama sobie autobusem wrócić do domciu ^^

R E W E L A C J A :-)

Mówię Wam, ale to frajda…po taaakiej długiej „przerwie” jechać autobusem – SAMA – i to w taką długą trasę… =] Bo tam w takie króviutkie drogi ( 1/2 przystanki)  to ja już jeździłam, tyle że to była trasa, którą ja doskonale znałam, a i TYLKO w jednym mieście – w Warszawie -  :-)
A tym razem….Jeeejciu – uwierzcie..jakby..brakowało mi tego chyba ^^

Kilka – a z pewnością dwie – spraw…

Witajcie !
Co prawda dziś (już) wtorek, jednak….- specjalnie dla tych, którzy w niedzielę do kościoła nie zajrzeli ;) – pewne..i ogłoszenia parafialne, a i przemówienia („grzmienie”) z ambony ;p

NR 1  :
Ja czasami – a i „udaje mi się” to częściej nijeżeli tylko czasami ;p – (potrafię^^) strasznie dużo gadam…nawijam, nawijam…i nawijam, a końca jakoś nie widać. To samo ( tak samo) jest z moim pisaniem ( przede wszystkim w necie – maile, kiedyś gg) , które bywa (a raczej takie JEST) długie, zawiłe, z milionem – przeważnie zbędnych – ozdobników, tzw anegdotek, a i kropek. Uwierzcie, mnie samą te kropki zaczęły jakiś czas temu denerwować, jednak one są silniejsze od mnie i ame się jakby „piszą” ;)

To samo = ta sama historyjka tyczy się tutejszych notek ( aczkolwiek wcześniej niedość,że pisywałam je częściej – miałam więcej czau/tematów – yo i dłuższe się zdarzały )

Jednak zrozumcie, a przynajmniej się (wysilcie)postarajcie :
Postawcie się na mmoim miejscu (w mojej „sytuacji”) – całe życie buzia Wam się nie zamyka – szczegół,że ma do kogo się nie zamykać,ale..to, właśnie, SZCZEGÓŁ – a potem tak nagle…Tracicie…”kontakt z rzeczywistością”, a do tego >odbiera< Wam = znika – zdolność (zrozumiałego) mówienia. I to – co ciekawsze – nie do końca z Waszej własnej woli, a więc „jednym” słowem – nie możecie (nie ma sensu, i tak Was nikt nie (z)rozumie) się odzywać do NIKOGO przez…więcej niż 4 miesiące =/

 

Nie,nie, owszem – próbujecie = nic z tego, zaczynacie więc zajęcia z logopedą, ćwiczenia + masaże u NEUROlogopedy …(coraz ciekawszych specjalności lekarzy poznajecie  ;)  – ciekaaaawie się zaczyna robić ^^)

 

No ale wracając do tematu głównego – nie wychodzi Wam rozmowa z kimkolwiek, a nawet i „samo-/autoGADANIE” <– z tego też nici…To i zrozumcie, kiedy nadchodzi dzień, gdy owe ćwiczenia z logopedą, masaże buziaka u neurologopedy (a i Wasze własne „automasażyki), przynoszą upragnione, długo wyczekiwane (a i „wymordowane” mnóstwem mozolnych ćwiczeń) rezultaty = ODZYSKUJECIE zdolność – zrozumiałego – porozumiewania się  (choć hola,hola – nie tak w 100 % , bo i zdarzają się jeszcze momenty, że…niekiedy nikt Was – znowu – nie rozumie), to co – nie staralibyście się odronić „utraconego czasu” ?? No wiecie – chociażby ja się staram ^^ Wiem, może (a raczej z pewnością „na pewno”) czasem(często) może ktoś powiedzieć do mnie „uh, zamknij się, Karola” ;)

Jednak wiecie,o co mi tym razem sie rozchodzi ? Jakby tego było Wam mało, byłoby to niecałkiem zrozumiałe, dlaczegóż to ja tyle wypisuje, to i zdradzę Wam jeszcze jeden szczegół – zazwyczaj ja piszę to, co w danym momencie (po)myślę, a tak prościej to ujmując „co mi ślina na ten mój – (niestety, nad czym ubolewam z deczka)  niewyparzony często – język przyniesie” ;)

 

„OGŁOSZENIE” NR 2:

Pytam się – narazie grzecznie,ale wiecie, od małych kroczków się zaczyna ;p – DLACZEGO / C Z E M U    Wy (choć nie mówię tego do wszystkich tym razem….chyba) mnie od „e g o i s t e k” wyzywacie ?? Bo to, że od „dzieciaczków” jestem w stanie – w zasadzie – zrozumieć..

 

…?…

   Wiecie ?? ….. Albo najpierw zapytam : „Kto z Was ogląda „Singielkę” (na TVNie)” ?
No więc…o to się rozchodzi, bo.. No zaczęłam to oglądać tak, dla PRZYJEMNOŚCI. I co ? No i owszem – 2 pierwsze odcinki to jaaasne – przyjemność pierwsza klasa ^^ Co jak co, ale serial jest przecudowny :-D
         Jednak trzeci..czwarty odcinek i już zaczęło się takie…”przyrównywanie” samej siebie do tytułowej bohaterki =/  „Rezultaty” były (są) „zniewalające” (jakby ich posłuchała jakaś laska=partnerka, padłaby z przerażenia/załamania – daj Boże – na kolana..a NIEDAJBOŻE na pysk..)

Zaczęłam…. „najzwyczajniej” się z Singielką porównywać i…doszłam do POTWORNEGO wniosku – odkryłam PRZERAŻAJĄCĄ prawdę : JEJ…się – i jestem tego pewna, a i życzę koleżance ( „po fachu” ;) ) tego – w życiu powiedzie, znajdzie tą miłość…ten Tomasz w końcu wyzna Elce swoje uczucia..zejdą się…. :]
         A ja…co ze mną ?? A ja się…NIE MAM  z kim zejść….żadnych kumpli / oddanych (WOLNYCH) przyjaciół nie posiadam….kolegów – również brak ….. No ale..Wiecie ? Sprawa plasuje się następująco(..choć WIELKA wiara w to, że się NIE SPEŁNI) :

Jak byłam deko młodsza – no i, of korsik, posiadałam „chłopaka” ;p – wymyśliłam sobie,że……ALBO I NIE, BO JESZCZE WYKRACZĘ (!!!) , kto wie ten wie…. i kropka :-P

Mimo wszystko….gdzież jest ten…”książe na białym kon..rumaku(;p)”, ten którego wybranką serca jestem ja ?? =/

=]

Dobra, wiem – już długo – wręcz lata świetlne ^^ – nie pisałam… No ale wiecie, nie czułam takiej potrzeby, bo i… tak naprawdę to…mam – poważne – wątpliwości, czy i w ogóle było o czym… ;)

Jednak…właśnie usiadłam do komputerka, bo.. czuję, że „coś” napisać by wypadało….Cóż, byście sobie – broń Boże ! – nie pomyśleli, że..albo o Was totalnie zapomniałam…albo że nic się w tym moim życiu nie dzieje..bo tak w żadną stronę  N I E   J E S T !!!! :-)

Hmmm… może i nic takiego – w podobie do wcześniejszych moich dywagacji – się u mnie nie dzieje, ale… za to :]

Wiecie, jeśli chodzi o akcent „edukacyjny” ( ;p ) , to.. narzekać nie mam – w zasadzie – na co: wykładowcy są dla mnie – przeciwnie do licencjata – bardziej, jakby, wyrozumiali…(bo kwestia bycia sympatycznymi w stosunku do mnie – od licencjata – zmianie nie uległa ;) ), nie powiem – już tak łatwo..to na magisterce nie jest, no ale cóż… pomimo wszystko – moich wszystkich „ograniczeń” – się staram…i co ? I na serio nie idzie mi jakoś kiepsko / źle……zaryzykowałabym i powiem, że i naaawet całkiem całkiem…nieźle ;-)

OK – kwestia nauki załatwiona, lecimy dalej (z tym koksem ^^ )

Sprawy sercowe…lub jak kto woli, te „damsko – męskie”…no ukrywać nie ma sensu -  nie zachwycają =/ Jednak to NIE jest temat, na który nie chciałabym
się – z pewnością – dziś rozpisywać…no jakoś…oj, po prostu dzisiaj nie i kropka ;p („i pl” jak mówi moja siostra)

 

Interesującym aspektem jest jeszcze…akcent mojego zdrowia :-p (No a nie ?? :-D )
To..od czego by tu zacząć ?? Hmm… Może… Oj tak, to co jest – akurat – znaczące (dla mnie :-P), już jeden taki…”zabieg” miałam (chociaż w  swoim „POwypadkowym życiu” to i operację PLASTYCZNĄ zaliczyłam * ), jutro mnie czeka taki sam, drugi :) Mianowicie polega on na…nagrzewaniu mi prawej strony twarzy = pobudzaniu moich  (tych, które jeszcze istnieją^^) mięśni do pracy…takie serwowanie im porządnego kopniaka ;) Niech sobie nie myślą, nie ma ….”opindalania” się, do roboty ;p

* –> Owszem, przechodziłam już jedną „operację plastyczną” = usuwali mi blizny ;] Co prawda..no cóż, nie powiem, by to im tak w 100 % wyszlo, no ale….w 85…a nawet 90% im się udało ^^

 

Co by tu jeszcze napisać……ahaaaś, zaraz zaraz, jedno mnie nurtuje – niby DLACZEGO / z jakiego powodu (a i – tak naprawdę to – jakim prawem) powyzywana zostałam od…egoistek ??!

Dobra, pozdrawiam, ślę buziaczki :*
Wasza KaRoLa ;)

..??….!!..?? …

A niby DLACZEGO „egoistką” jestem ?? Na jakiej podstawie tak stwierdzasz.. ??!

Wiesz…..ja – CAŁE (przed wypadkiem..) życie – troszczyłam się o wszystkich innych….myślałam, czy ta / ten będzie zadowolona/-y, jak bym zrobila tak a tak….a co, gdybym powiedziała to / tamto ??
I co ?? No cóż, PO wypadku..hmm…nie powiem, bym tak totalnie (całkiem) zmieniła sposób myślenia….jednak czas najwyższy zacząć myśleć o sobie :]

>Nie nadałam notce tytułu, bo i… oczym ona będzie – zielone moje pojęcie.. ;) <

Wiecie ?

Po pierwsze..to…
Ja wiem – przestałam tutaj jakoś (w miarę) regularnie pisywać – ale jak niegdyś prowadziłam bloga, pisałam na nim dzień w dzień, to i mi „delikatnie” zwrócono uwagę, iż to nie jest dziennik,bym tak pisała codziennie…o byle czym – przez co, czego pewna jestem, wiele osób, które czytywały „mnie” (bardzo) często w końcu, po pewnym czasie, zrezygnowała, bo i.. nie mogła się doczekać kolejnego wpisu…ale powiem tak:
Coś tak czuję..wydaje mi się, że to, co / jak piszę…(prawie – bo i jakieś „wyjątki” się znalazły ;) ) NIKOMU z Was się nie podoba…i to pewnie dlatego, że – tak, jak to z filmami/grami komputerowymi bywa – nic „drastycznego”/strasznego…pasjonującego się w moim życiu – już – nie dzieje…. A skąd taka myśl ?? Jakoś…póki opisywałam swoje „problemy” (np. z ..”Wrocławiem”..) – to i się komentarze pojawiały… A teraz, kiedy brak opowieści tego rodzaju…jakoś i komentarzy brak :/

A i druga sprawa….
Wiecie ? Wiecie, jak męczące…jest to….życie („niezmiennej”)singielki ?? Tym bardziej dla dziewczyny…która, póki chodziła do szkoły z klasą(podstawówka/gimnazjum-do połowy 2. klasy), MIAŁA chłopaka….a więc zawsze tą „połówkę”, z którą mogła podzielić swoje smutki/smuteczki..a także i radości/sukcesy…..”jednym” słowem: kogoś, kto sprawiał, że… KOCHAŁA i BYŁA KOCHANĄ….. Ale tam, niewaaaażne ;) Nie będe przecież zaśmiecać blogusia smutami :]

………UWAGA! Zerwała się właśnie straszliwa burza (na morzu), poważna sprawa, grozi przewróceniem się statku…!!…..

..:] To teraz pytanie w drugą stronę :
O czym byście chcieli, bym napisała ?? – jestem mega ciekawa ;-)

 

Pozdrawiam, buziaki przesyłam,

KaRoLa :)

…JAK to..CO to jest ??

Hej,

moglibyście – choć jedna osoba – wyjaśnić mi, jak / co to jest,że.. Kiedy napiszę jakąś smutną notkę (a czasem i wręcz „ociekającą łzami”), to wtedy jakoś….ktoś komentuje…A kiedy notka jest wesoła, wręcz szczęśliwa – to wtedy już NIKT się nie pokusi o to, by tu jakiś komentarz (ślad, że KTOKOLWIEK przeczytał ów notkę) pozostawić..

No wiecie ??  Ja rozumiem, że w ten sposób to wygląda „sytuacja” z…telewizją – ludzie chętniej oglądają przykrości,krzywdę – kiedy coś się komuś dzieje – z jednej strony fajnie, że mój blog traktowany jest jak..telewizja…;) Jednak tak patrząc na to z drugiego punktu widzenia – ANI TROSZECZKĘ to nie jest fajne… ;/