KoLeJnA – ale już nie tak obszerna – dawka :P

Hej, hej :)

Może na początku powiem, że ja NAPRAWDĘ mam 22 lata(choć to tylko teoria = w metryce, bo praktycznie rzecz biorąc się na tyle nie czuję ;P ) !!  Serio… Jak komuś nie odpowiada mój styl pisania – niech tu nie przychodzi / NIE CZYTA….Owszem, zgadzam się,że ja nie piszę „zgodnie” ze swoim wiekiem….ale po prostu piszę tak, jak myślę, bez okraiwania,poprawiania tego zgodnie z gramatyką…Piszę dokładnie to, co myślę/czuję…!!

 

OK – nieco się usprawiedliwiłam…myślę…. to teraz najwyższy czas na kontynuację poprzedniej notki, co ?? ;)

Chciałabym zaznaczyć, jaka ja byłam UPARTA( :D ) w momencie, gdy zaczęłam stawiać pierwsze kroki…ale o tym to za chwile – po kolei  :]

Moje pierwsze  ćwiczenia…..oj tak,tak – zdobyciem Mont Blacu ich nazwać – raczej – nie można…ale Nosala to już z pewnością ;P

Dlaczego?

Może na pierwszych zajątkach nie „fruwałam”, ale postawiłam jakieś śladowe kroczki…Potem były drugie, trzecie…i z każdym dniem jakiś sukces…^^

Powaga….^^…to bylo naprawdę suuper odczucie :D Co zajęcia to jakiś(nowy)sukces.. :]

Hmm….nawet nie wiecie, jak ja – tak w głębi duszy – się cieszyłam…. ja tą rehabilitację(pewnie właśnie dlatego :] ) lubiłam :)

Podobnie…/…Noo….ehh – w pewnym sensie ;) było z basenem : ja basen nawet lubiłam (a jak powszechnie wiadomo: „Woda wyciąga” ; ” Ćwiczenie/pływanie na basenie przynosi najlepsze rezultaty w rehabilitacji” ) basen…–> i żeby nie było : ja przed wypadkiem umiałam baardzo dobrze pływać !! <– …..  najpierw ubierana byłam w taką „piankę dla płetwonurków”, bo jak wiadomo, ona ułatwia unoszenie się na wodzie :] Jednak z czasem nauczyłam się i BEZ tej pianki pływać :D

Ojć… I takto – w międzyczasie nauczyłam się przełykać / pić…aż w końcu gryźć… ^^ a z ttym gryzieniem to…. :D … Super wspomnienie ^^ Pewnego dnia(to był jakoś-o ile dobrze pamiętam ;0- pierwszy dzień mojego gryzienia)siedzę sobie na łóżku, mam przed sobą tacę, na niej(nie pamiętam dokładnie, co to było)coś tam do gryzienia i…multum kibiców ^^ Normalnie całe centrum się zleciało(no dobra, może i to była połowa ;P), żeby mi kibicować i zobaczyć,na własne oczy, jak ja gryzę :D To wzięłam to coś ugryzłam…i gryzę,gryzę…aż przełknęłam…Jeeejjjuuu..ale wtedy radość wybuchła :D

W tamtym momencie zdecydowano, że „przechodzę” z diety płynnej(a więc papek) na dietę „zwykłą”…. :] Yeah ^^

Oki, wystarczy, bo…. co za dużo to niezdrowo, nieprawdaż ?? :P MOŻE później coś jeszcze naskrobię ;)

B u Z i A k I :*

 

może na początek „skromne”(chyba,że wyjdzie ciut większe ;P )zapoznanie Was z moją osóbką… ;)

:))

Mam na imię Karolina (ale wołają na mnie „Karol(ek)” – od tego się zaczęło – albo tak jak teraz się przedstawiam – „Karola” ) , latek liczę sobie …. 22 . Ogólnie(kiedyś wcześniej)mówiłam o sobie o sobie „normalna/przeciętna dziewczyna”, ale… n i e s t e t y – JUŻ ak nie moge o sobie mówić :/ Dlaczego ??

Niecałe 8 lat temu, 17.01.2006 roku, miałam na serio baardzo poważny..taki MEEGAA poważny…(narciarski) wypadek : delikatnie mówiąc „uderzyłam” w drzewo…i wszystko, co tylko jest możliwe, by mieć „nie-teges” z głową to ja to właśnie wszyściutko miałam …. wszelkie złamania, stłuczenia … już(duużo)bardziej wolałabym mieć złamaną nogę, aniżeli-np- stłuczony pień mózgu ….  Jednak..DZIĘKI PANU BOGU przeżyłam :) Bo wiecie…moja mama mi mówiła z początku, że to po prostu mój Anioł Stróż się zagapił…ale NA SZCZĘŚCIE szybciutko-w porę-się zreflektował ;) Tak więc JA dostałam od Boga drugie życie :D

Ale nie, nie, N I E !!!!!!

N I E  myślcie sobie, że ja walnęłam(oj,przepraszam-uderzyłam)w to drzewo, bo ja jak wariatka jeździłam…z prędkością-co najmniej-błyskawicy…niee, NIC z tych rzeczy !

„Po prostu”(jednak,jak się okazało, nie dla wszystkich takie „po prostu”…) – tamtego dnia podobno(„podobno”,bo te wszystkie opisy poznałam od różnych osób…) nie dość, że padał śnieg, to NA DODATEK ziemia była m e g a  oblodzona..i to taak, że byrcyn w ogóle zamknął zjazd z Gubałówki….(ojć,zapomniałam nadmienić, że całe to „zdarzenie” miało miejsce na zimowisku w Zakopanem..na które pierwszy raz wzięłam narty..)…..
To pewnie się zastanawiacie „To w takim razie jak mogło dojść do tego wypadku ?!” – powiem Wam tak : „Ojmoglo, mogło.. ;)”   Bo to było tak:

Na tym zimowisku trafiłam do grupy takiej-no bądź co bądź-gówniary(ona miała wtedy lat 19)

Z tego, co mi wiadomo, to tamtego(jakże pamiętnego)dnia ialo być jakieś ognisko kolonijne i do wyboru było: ALBO zjeżdżać na nie kolejką górską albo na nartach(z tej nieszczęsnej Gubałówki).. Ja wybrałam..pewnie jak większość moich(ówczesnych)znajomych narty – choć tego to mi nikt nie potwierdził / nie potwierdza ani nie potwierdzi..(!) Zdarzyło się tak, że grupką „narciarzy” „opiekowała się” właśnie ona … i ponieważ ten stok był zamknięty, to…no niewiele co myśląc, Paulina(ta opiekunka)zabrała nas na jakąś BOCZNĄ trasę, to był jakiś zalesiony teren(i wg jednej osoby  na nim stała tabliczka z napiseem „ZJAZD NA w ł a s n ą ODPOWIEDZIALNOŚĆ”)…. wiecie – ja, tak ogólnie, to na nartach jeździłam wtedy już od 8 lat, na serio świetnie mi to szło, jednak..nigdy wcześniej n i e  z j e ż d ż a ł a m  z tak wysokiej góry, jaką jest Gubałówka…(i tym bardziej nigdy wśród drzew xD) Tak w ogóle to ona wi(e)działa, że ja (chcę)będę zjeżdżać BEZ kasku…. jednak pozwoliła….i tak to… Z całą prędkością,jakiej nabierałam na samym początku zjeżdżania, a na dodatek p r z y k u c n ę ł a m(najprawdopodobniej próbując zahamować), drzewo mi nie ustąpiło i w nie uderzyłam …. Wszystko,co najgorsze z głowa – miałam,zapadłam w śpiączkę, pogotowie mnie zabralo…na krótki czas do szpitala w Zakopanem, gdzie po jakiś 4 tygodniach stwierdzono, że oni mi nic więcej już nie są w stanie pomóc… przetransportowano mnie do Krakowa, , tam się mną „zajęto”.. tak porządnie….Hehehehehh^^ Z czego się śmieję ?? :D Już Wam mówię ^^

Bo tak to cały ten czas byłam podłączona do respiratora – nie oddychałam sama… – aż do pewnego pamiętnego dnia =] , kiedy to była u mnie mama..(a zaznaczam,że tam, na oiomie,gdzie leżałam, to oprócz mnie leżało jeszcze kilka innych dzieci i siedziały przy nich iine mamy…^^)..i tak jak normalnie, za każdym raazem opowiadała mi najprzeróżniejsze rzeczy…aż w końcu,nie wiedzieć w sumie czemu, wkurzyła się, zamilkła na sekundę….i wrzasnęła do/na mnie: „Karol, cholera,zacznij Ty sama wreszcie oddychać !!” …. :D Raaanyyy, jak te wszystkie babki sie na nia „dziiwnie” patrzyły…No jak tak można na własne dziecko, które jest w śpiączce krzyczeć, przeklinać ?! ….. xD

Ale to – przynajmniej – przyniosło  G E N I A L N Y  efekt :)) Następnego dnia zaczęłam samodzielnie oddychać :D  Jednak… jakoś tak w okolicach kwietnia, Prokocim rozlożył ręce stwierdzając, że już więcej nie jest mi w stanie pomóc… :| Kiepsko ? Właśnie nie :) Przetransportowano mnie samolotem (Yeah :D Mój pierwszy raz w samolocie… xD) do Międzylesia – pod Warszawę – do Centrum Zdrowia Dziecka…a tam, jakoś tak na Wielkanoc tamtego roku, wycięłam małego „psikusa” tym wszystkim(a było ich spooooro)lekarzom, którzy zawzięcie twierdzili,że nie ma szans, bym ja się wybudziła, że wg medycyny to NIEMOŻLIWE…(a jednak! – taki program w tv jest – „Niemożliwe a jednaak” :P)….i na Wielkanoc, tamtego roku, się wybudziłam :)) S U P E R , prawda ? ^^
Ehhhh….i zaczęla się („mordercza”) rehabilitacja : poczynając od nauki trzymania głowy ptodto, wyćwiczenia samodzielnego siadu, przechodząc poprzez najpierw naukę przełykania-papek,picia,a później gryzienia,przy czym kibicowało mi CAŁE Centrum :D, a „kończąc” na nauce mówienia(choć na zajęcia z logopedą to ja chodzę nawet jeszcze teraz) oraz – co mogłoby się wydawać w sumie najważniejsze – nauce chodzenia.(A mówią, że chodzenia się nie zapomina…jaaasne xD)

Nie powiem – całkiem nieźle mi to szło…. Oj….KONIEC, BASTA !! Na tym zakończę :] Tyle, jak na jeden raz, „powinno” wystarczyć :P  I tak naprawdę duużo opisałam, a nie mogę wszystkiego tak na raz napisać, bo wtedy….to niby o czym ja bym później pisała ?? ;)

Tak więc.. F I N I T O ^^ PoZdRoWioNkA :*

Hej wszystkim ^^

Wiecie, postanowiłam założyć takiego bloga, na którym podzielę się historią, WŁASNYMI – a nie tymi „lekarskimi” – spostrzeżeniami a propos’ mojego wypadku :]